W stronę Las Vegas

Excalibur Hotel & Casino w Las Vegas

Dziś budzę się z wyjątkowym spokojem. Nie muszę się śpieszyć, bo przez kolejne trzy dni planuję zwiedzać Las Vegas, jego atrakcje i świątynie rozpusty, a także wybrać się do Wielkiego Kanionu Kolorado i nad Zaporę Hoovera. Pierwotnie chciałam odwiedzić również Kanion Antylopy, ale prognozy pogody mnie zniechęciły. Zapowiadano temperatury poniżej zera i śnieg, a organizator wycieczki nie gwarantował, że w takich warunkach się ona odbędzie. Ryzykować i jechać 450 km w jedną stronę tylko po to, żeby wrócić z niczym? Niezbyt kusząca perspektywa. Chociaż naprawdę bardzo chciałam tam pojechać, postanowiłam zostawić to miejsce na następny raz. Wiem, że zwiedzanie parków narodowych również jest w planach, ale w innej porze roku.

Po co się jeździ do Las Vegas?

Z czym kojarzy się Las Vegas? To stolica hazardu, kasyn, rozrywki i szybkich ślubów po pijaku. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to komedia „Kac Vegas”. Jechać? Oczywiście, że jadę.

Droga znowu jest długa i monotonna. Przez wiele kilometrów po obu stronach nie ma nic poza pustynią. Czasem pojawia się jakieś skrzyżowanie. Mniej więcej w połowie drogi zaczynam panikować, bo muszę zatankować i zastanawiam się, czy znajdę coś po drodze. Na mapach widziałam oznaczenie stacji benzynowej, ale kiedy jedzie się przez pustkowie, łatwo o zwątpienie. Nagle widzę je – dwie stacje benzynowe po obu stronach drogi. Zjeżdżam, tankuję do pełna i zadowolona kontynuuję podróż.

Uśmiecham się pod nosem, przypominając sobie, że ktoś mi mówił, iż w Stanach jest dosłownie wszystko, a często mijane miejscowości mają znane nazwy. Dlatego uśmiecham się, widząc drogowskaz na San Bernardino, przypominając sobie podróże przez Szwajcarię i tunel o tej samej nazwie.

Autostrada diritta che attraversa il paesaggio desertico verso Las Vegas.

Po jakimś czasie znowu widzę znak, tym razem wytrzeszczam oczy i zastanawiam się, czy nie mam omamów. Znak wskazuje zjazd na Zzyzx Rd. Co? Jak to się wymawia? Myślałam, że mi się przewidziało, ale po pewnym czasie znak pojawił się ponownie. To nie omamy.

Zzyzx to nazwa osady w Kalifornii, oznaczająca „Źródła Wód Mineralnych i Centrum Odnowy Biologicznej. Dowiedziałam się, że jest nawet film o tej samej nazwie. I piosenka! Link do piosenki ZZyzx wklejam, bo naprawdę mi się podoba…

Segnale stradale per Zzyzx Road nel deserto della California.

Jadę dalej! Pomału zaczynają się pojawiać bardziej zróżnicowane tereny. Gdzieniegdzie widzę pierwsze kasyna przy drodze – to znak, że miasto jest już blisko.

Welcome to Las Vegas!

Dojeżdżam w porze obiadowej, więc mam czas, żeby coś zjeść i zrobić szybkie zakupy. Potem znów wbijam się w miejski korek i szukam mojego hotelu. Szybko go znajduję, ale na recepcji dowiaduję się, że jestem we właściwej sieci hotelowej, ale nie w tym obiekcie co trzeba. Mój hotel jest dwie przecznice dalej. Dojeżdżam tam i się melduję.

Rany, w Vegas wystarczy wejść do pierwszego lepszego większego hotelu i od razu zacząć tracić pieniądze, o ile wcześniej się nie zgubi. Hotele są ogromne, pełne ludzi, i wszyscy grają! Uh… Mam jeszcze kilka dni do przeżycia w Stanach, więc dziś nie zamierzam tracić kasy. Wychodzę czym prędzej i wbijam się w tłum na ulicach. Pogoda im wcale nie przeszkadza. Spędzam około dwóch godzin na włóczeniu się po mieście. Potem wracam do kasyn, żeby oglądać maszyny i grających ludzi…