Ostatni dzień w Las Vegas

Fremont Street w Las Vegas

No tak, plany pozmieniałam, do drugiego kanionu nie jadę, więc muszę sobie jakoś zająć dzień.

Stare Las Vegas

Bez pośpiechu udaję się do starej części Las Vegas – tam przy Fremont Street, długiej na 460 m zadaszonej ulicy znajdują się kasyna (a jakże!) i różne inne lokale rozrywkowe. Będąc tam przed południem na pewno nie zobaczy się tego samego efektu co wieczorem, kiedy to gra wszędzie muzyka a kolorowe telebimy wyświetlają filmy i reklamy, ale i tak warto to zobaczyć.

L'ingresso principale della Fremont Street Experience nel centro storico di Las Vegas.

Znajduję parking w pobliskiej uliczce i udaję się na spacer. Najpierw kawa, bo ta hotelowa mi nie podeszła, a potem już na spokojnie zwiedzanie. Mimo wczesnej pory, na ulicach kręci się już mnóstwo ludzi, a przy automatach do gry i ruletkach widać zapalonych graczy.

Spacerując, zauważam, że miasto już tętni życiem. Ludzie spieszą się w różnych kierunkach, a energia miasta jest niemal namacalna. Jacyś ludzie wciskają mi ulotki, zaproszenia i darmowe próbki kremów, próbując przekonać mnie do wizyty w ich „wyjątkowym” salonie piękności. Jedna z ulotek obiecuje darmowy masaż, druga zniżkę na manicure. Wszędzie widzę reklamę, błyszczące neony i zachęcające bannery.

Przespacerowałam się tam i z powrotem, w sumie szybko mi zeszło, wracam zatem do samochodu i jadę, aby podziwiać Las Vegas z góry.

Stratosphere w Las Vegas

Stratosphere, oprócz tego, że jest wieżą widokową, to również jest hotelem, z kasynem oczywiście. Wjeżdżam na parking, darmowy – yessss! Właściwie większość parkingów przy dużych hotelach i kasynach jest darmowe, kto by się zresztą przejmował opłatami za parking od klientów, którzy pragną przegrać majątek w kasynie, nie? Tak nawiasem mówiąc te hotele to również dobre miejsca, jeśli kogoś przypili i musi udać się za potrzebą, albo choćby tylko ręce umyć. Łazienki są czyste i dobrze wyposażone.

Bilet jak zwykle mam opłacony, musze go tylko odebrać. Niewielka kolejka do kasy na szczęście i już po krótkiej chwili mogę się udać do windy i wjechać na górę.

Znowu WOW, może nie takie wielkie jak w kanionie, ale widoki są wspaniałe. Całe miasto jak na dłoni, a wokół pustynia i góry. To właśnie jest Las Vegas, miasto wybudowane gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie…

SkyJump z Wieży Stratosfery

To bezpieczny, kontrolowany “open‑air” skok z 108. piętra (ok. 855 stóp) Wieży Stratosphere w Las Vegas, gdzie dzięki systemowi hamującemu poczujesz przyspieszenie do ok. 40 mph przed łagodnym lądowaniem

Na górze znajduje się również karuzela! Nie skorzystałam, ale posłuchałam, jak ludzie piszczą, kręcąc się zawieszeni gdzieś w powietrzu… Stamtąd można również sobie skoczyć w dół, jak szaleć to gdzie, jak nie tam? Biletu nie mam, więc sobie jednak tę przyjemność daruję, ale patrzę chętnie jak inni skaczą, może się kiedyś też odważę?

Popołudnie w kasynach

Wracam do hotelu i odstawiam samochód, bo już mi dzisiaj nie będzie potrzebny. Po lunchu udaję się na kolejny spacer po świątyniach rozpusty, zostaję jednak przy „The Strip” i wkręcam się w tłumy ludzi. Właściwie przy tej pogodzie, na szczęście nie leje, bardzo miło się spaceruje. Ale będąc tam warto wejść, choćby tylko po to, żeby obejrzeć jakie szaleństwa odbywają się w środku hoteli.

Mój wybór pada na Bellaggio i Cesar Palace. Długo zajęło mi przejście obu, bo w jednym się prawie zgubiłam. Własciwie to te hotele są jak małe miasteczka wewnątrz, z placami, ścieżkami, drogowskazami… Pełno tam butików i restauracji.

W jednym kasynie zatrzymuję się na dłużej, próbując szczęścia w grze. Niestety, szczęście mi nie dopisuje! Dobrze, że postanowiłam wydać tylko tyle, ile miałam w gotówce w kieszeni. Co ciekawe, jednej dwudziestodolarówki nie znalazłam – wypadła mi dopiero w hotelu. Może to i lepiej, bo pewnie też bym ją przegrała. Wchodząc do kasyna, warto ustalić sobie jasne limity, kiedy skończyć, bo gra łatwo wciąga i każde „jeszcze raz” może prowadzić do bankructwa.

Las Vegas, to by było na tyle… W sumie nie zachwyciło mnie zbytnio. Może gdybym była tu z przyjaciółkami, więcej bym poszalała (a raczej na pewno). Jest to jednak miasto, które trzeba zobaczyć przynajmniej raz i stanowi świetną bazę wypadową do okolicznych parków i atrakcji krajobrazowych.