Nowy Rok, nowy dzień w Kalifornii
Budzę się rano i zważywszy, że moja gospodyni jeszcze śpi, postanawiam, że po szybkim śniadaniu udam się na dalsze zwiedzanie. Zwlekam się z łóżka z zamiarem włącznie ogrzewania po drodze do łazienki. Brrr, zimno z rana, w końcu może to i Kalifornia, ale mamy styczeń, a dokładniej pierwszy dzień Nowego Roku, więc czemu się dziwić. Robię pierwszy krok i zamieram… Coś nie gra… Znacie to uczucie, jak po długim okresie nic nie robiliście i nagle pobiegaliście albo przejechaliście się rowerem? No właśnie! To jest ten moment, kiedy ból du… odczułam dosłownie a nie tylko w przenośni. We wrześniu na wakacjach skręciłam kostkę więc bieganie poszło w odstawkę, różne treningi też, rozruszałam się na chwilę tylko na charytatywny bieg Mikołajów, ale był to raczej pięciokilometrowy marszobieg… No i teraz mam za swoje. Te wszystkie wzgórza i pagórki San Francisco naprawdę dały mi popalić. Ponad 15 km przedreptałam na nogach, więc co ja się dziwię, że teraz mam zakwasy? Ale jak to mówią „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”. Następny dzień czeka, więc nie zostawiam miejsca na rozczulanie się nad sobą.
Kofeiny! Potrzebuję kofeiny! Nawet po 18 latach we Włoszech nie przyzwyczaiłam się do „malutkiej czarnej” z ekspresu, więc pierwszym przystankiem jest Starbucks w Richmond. Wielki kubek gorącej kawy i bezglutenowe ciastko czekoladowe zabieram ze sobą i jadę dalej.
Przejazd mostem Oakland Bay to też nie lada przeżycie. Ten ogromny, ponad 7 kilometrowy most ma dwa poziomy z osobnymi kierunkami ruchu. Mniej więcej w połowie mostu znajduje się zjazd do Treasure Island. Jest to sztucznie utworzona wyspa w latach 1936-1937, na okazję Golden Gate International Exposition.
Treasure Island
Decyduję się na zjazd na wyspę i dopicie mojej kawy. Parkuję przy brzegu i pstrykam kilka fotek. Z wyspy dosyć dobrze, przy odpowiedniej pogodzie, widać wschodnią część San Francisco.
Podobno to właśnie na tej wyspie nakręcone zostały sceny berlińskiego lotniska do filmu „Indiana Jones i ostatnia krucjata”
Posiedziałabym jeszcze, ale kawa się kończy, a nie jest jeszcze zbyt ciepło. Udaję się więc do San Francisco. Udaje mi się, o dziwo, zaparkować dosyć łatwo jakieś pół kilometra od Pier 39. Bardzo mnie to cieszy bo moim pierwszym punktem programu ma być wycieczka statkiem po zatoce. Udaję się więc na Pier 41, gdzie znajdują się budki z biletami. Na San Francisco mam również pakiet turystyczny wykupiony, więc muszę właściwie tylko odebrać bilet. Dostaję bilet, ale dopiero na 11:30, a nie ma nawet dziesiątej, więc muszę sobie jakoś czas zająć. Mój pakiet zawiera właściwie wszelkie możliwe atrakcję, a że jestem nieopodal Madame Tussauds – muzeum figur woskowych, dlatego na nie właśnie się decyduję. Otwierają o 10.00 więc ustawiam się w kolejce i zaczynam zwiedzanie, a właściwie oglądanie znanych postaci w wydaniu woskowym.
Godzina minęła dosyć szybko, próbują mi nawet wcisnąć zdjęcia zrobione „na pamiątkę” w muzeum, ale odmawiam. Wracam na nadbrzeże i znowu ustawiam się w kolejce.
Wycieczka statkiem po zatoce
Przy wejściu na pokład dostaję zestaw audio ze słuchawkami i dane do strony internetowej, na której mogę wybrać wersję językową (na statku jest darmowe wi-fi, które pozwala na połączenie się ze stroną przewoźnika). Polskiego nie ma, wybieram więc włoski, bo go lepiej rozumiem od angielskiego. Wyruszamy.
Wycieczka trwa około 2 godzin a trasa wiedzie do mostu Golden Gate i przepłynięcie pod nim, a potem kurs na Alcatraz i dwukrotne opłynięcie wyspy.
Właściwie są również wycieczki do Alcatraz, ze zwiedzaniem wyspy i więzienia, ale trzeba robić rezerwację odpowiednio wcześnie. Mi się już nie udało znaleźć wolnych miejsc. Mimo wszystko opłynięcie nawet samej wyspy z wysłuchaniem jej historii jest dobrą alternatywą.
Wracamy w końcu do brzegu, w sumie to się cieszę, że to już koniec, bo na statku nieźle wiało. Wysiadam i uśmiecham się znowu na widok wylegujących się w słońcu lwów morskich przy Pier 39. Co teraz? Ano chyba jak już tu jestem i mam wejściówkę w pakiecie to wstąpię na chwilę do Oceanarium. Duże nie jest, ale zwierzątka ładne, a w jednym z akwariów można nawet ręce zamoczyć i dotykać morskie stworzenia, np. gwiazdy.
Po wyjściu z akwarium kontynuuję spacer wzdłuż The Embarcadero. Mniej więcej w połowie drogi między Pier 39 a mostem Oakland Bay zbaczam w głąb lądu. Zgłodniałam, więc zdecydowałam się poszukać najbliższej „Pizza Hut”, bo w Stanach serwują w tej sieci również pizzę bezglutenową. Przez przypadek wręcz trafiam na Levi’s Plaza. To właśnie tam znajduje się główna siedziba firmy produkującej te najsłynniejsze na świecie jeansy. Oprócz biur znajduje się tam również sklep firmowy.
Telegraph Hill
Z placu zobaczyłam schody po drugiej stronie ulicy, sprawdzam zatem Google Maps, czy tamtędy dojdę do pizzerii. Okazuje się, że można tamtędy przejść, dlatego decyduję się na wspinaczkę i dodatkowe obciążenie i tak już nieźle bolących mięśni. Decyzji nie żałuję, ponieważ schody i ścieżka prowadzą pomiędzy ogrodami i domkami na wzgórzu (Telegraph Hill). Widoki jakże różne od reszty miasta.
Gdy dotarłam na szczyt, odetchnęłam z ulgą, następny kawałek będzie w końcu lżejszy. Mijam jeszcze po drodze Katedrę Grace (chociaż z tyłu), mijam California street i w końcu dochodzę do pizzerii. Dowiaduję się, że bezglutenowej nie mają, uff…. Wracam niezadowolona z powrotem. Docieram do samochodu późnym popołudniem, słońce niedługo pewnie zajdzie, więc pora wybrać się gdzieś nad ocean. Postanawiam przejechać Golden Gate na drugą stronę i stamtąd spojrzeć na zatokę i miasto. Niestety, most jest zatłoczony, a do zjazdu na punkt widokowy jest niemiłosiernie długa kolejka. Musze niestety zrezygnować z tego pomysłu. Zjeżdżam więc następnym zjazdem do Sausalito, urokliwego miasteczka nad zatoką. Tam też udaję się na obiadokolację przed powrotem do domu.
Jeszcze jeden most
Będąc w Sausalito nie ma już sensu wracac do Richmond przez San Francisco, do tego się nie opłaca, bo za każdy wjazd do miasta się płaci, dlatego decyduję się pojechać przez Richmond San Rafael Bridge, most nad Zatoką San Francisco o długości 8,85 km. Ten też robi niesamowite wrażenie, choć na pewno nie jest tak piękny jak Golden Gate.

Gdy dojeżdżam do domu jest już ciemno. Moją gospodynię zastaję w domu, więc ucinamy sobie pogawędkę. Anissa mówi, że nad Tahoe Lake leży śnieg i jest zimno. Nie jestem z tego powodu zadowolona, bo tam mam mięć następny punkt noclegowy. Po dłuższych rozważaniach jednak rezygnuję z tego wyjazdu i postanawiam, że pojadę tam innym razem, a do Las Vegas wybiorę bardziej wygodną drogę. A jutro znowu w drogę!

Karnet Go City All-Inclusive z ponad 25 atrakcjami
Odkryj najciekawsze atrakcje w San Francisco takie jak na przykład Aquarium of the Bay, California Academy of Science, San Francisco Zoo, Walt Disney Family Museum czy de Young Museum.
Italiano
English
















































